Menu

zapisane przy okazji

mały człowiek i może, czyli próby dziergania w domu z dwoma maluchami oraz z podstępnymi kotami wółczkogryzami

70. Buty ortopedyczne

przy-okazji

W życiu każdego rodzica nadchodzi ten dzień, kiedy odkrywa, że coś zrobił źle. A może nie zrobił źle, tylko natura wypuściła niedoróbkę do poprawki. Najpewniej i jedno i drugie.

Dawno, dawno temu, kiedy młody zaczął chodzić, zauważyliśmy, że ustawia nogi jakoś "nie tak". Panie ze żłobka też zgłaszały, że coś tu nie w porządku jest. Co zrobiliśmy? Poszliśmy do ortopedy. Prywatnie rzecz jasna, bo w mieście stołecznym, to wizyty u specjalisty "na NFZ" można traktować jak wygraną na loterii - zazwyczaj nie masz nawet możliwości dostać losu, pardon skierowania od pediatry.

No więc poszliśmy i co? I nico. Lekarz potraktował nas tak, jak większość lekarzy traktuje rodziców.

"Panikują" "Nie wiedzą, o czym mówią" "Wszystkie dzieci wyrastają, tylko rodzicom się wydaje, że to ich jedno jest inne". Normalnie widziałam jak mu się myśli w chmurkach pokazują nad głową - jak w komiksach.

Rzucił jednym okiem od niechcenia, kazał kupić kapcie z usztywnioną piętą. Dziękuję, do widzenia. Maruniowaty zawsze chodził w usztywnianych kapciach, niezależnie od pomysłów imć doktora. Nawet sandały miał zabudowane, i co? I oczywiście nic. To znaczy bardzo negatywne nic, bo sposób chodzenia zaczął się pogarszać a dziecko ciągle jest posiniaczone i wywrotne niesamowicie. Rok później ten sam lekarz rzucił drugim okiem i kazał kupić podpiętki. Dziękuję, do widzenia. Miałam te podpiętki w ręku. Wymiękłam i nie kupiłam, bo nijak nie mogłam sobie wyobrazić, co one mają zmienić w kontekście tego, jak młody ma ułożone stopy i kolana. I zostaliśmy z problemem. Coś jest nie tak i nie wiemy co zrobić.

Znajoma zasugerowała sklep Achilles. Jeśli jesteś rodzicem z Warszawy, masz problem ze stopami dziecięcia i to i owo w portfelu - skorzystaj. To i owo, w postaci gotówki, niezbędne na drugiej wizycie. Niestety takich pieniędzy, jakie trzeba wydać, to ja nie noszę w tylnej kieszonce na co dzień. Niemniej jednak problem trzeba było  rozwiązać, więc udaliśmy się na Ursynów. Wielka wyprawa, bo jak dla mnie to ten sklep daleko, daleko i po środku niczego. Tak naprawdę to jest po środku zwykłej warszawskiej betonowej sypialni. W sklepie pani poświęciła nam tak mniej więcej 10 razy tyle czasu, co lekarz na wizycie. Nie żartuję, Byliśmy tam około godziny. W tym czasie obejrzane zostały stopy (sklep ma fajne urządzenie pokazujące jak układa się podbicie stopy), ich ustawienie, wymierzony rozstaw między kostkami, zbadane ustawienie kolan, przeanalizowany sposób chodzenia, zamówione wkładki i wstępnie wybrane buty. I do tego pani wytłumaczyła mi dlaczego takie wkładki, a nie inne. Przekonywająco. Na kolejnej wizycie mierzenie butów z wkładkami - okazało się, że w wybranym modelu Maruniowaty chodzi nieprawidłowo, więc jeszcze szukanie innego modelu. Kolejna godzina. W efekcie wyszłam z kapciami (o ile kapciami można nazwać zabudowane i sztywne coś, sięgające nad kostkę), wkładkami do kapci, wkładkami do butów zimowych i lżejsza o 500 zł. Ten zestaw jest na pół roku. Podaję kwotę, bo może ktoś się wybierze, to po co ma dostać rozległego zawału serca z zaskoczenia. 5 kurtek dla dziecka mogłabym kupić za tą kwotę.W Biedronce to nawet 10. Mimo wszystko warto. Chyba. Taką mam nadzieję.

Swoją drogą w siermiężnym, szarym PRLu mojego dzieciństwa był jeden, obowiązujący model kapci dla dzieci - pancerne juniorki. Brzydkie jak zaraza i takoż sztywne. Nawet jak komuś wujek z Ameryki, albo chociaż ciotka z Czechosłowacji, przysłali tenisówki, to w szkole i tak trzeba było pomykać w obowiązkowych juniorkach. Dzięki temu większa część mojego pokolenia ma prawidłowo ukształtowane stopy i kolana...

© zapisane przy okazji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci