Menu

zapisane przy okazji

mały człowiek i może, czyli próby dziergania w domu z dwoma maluchami oraz z podstępnymi kotami wółczkogryzami

ocalić od zapomnienia - haftowana poduszka nr1

przy-okazji

Jednym ze smutniejszych momentów w życiu dla mnie jest likwidowanie mieszkania po zmarłej osobie. Niestety zdarzyło mi się to już kilka razy i totalnie przygniata mnie w takich chwilach świadomość jak wiele śmiecia po nas zostaje. Te wszystkie ważne rzeczy, starannie gromadzone, odkurzane i pieszczone, ktoś potem musi zebrać, spakować i ... najczęściej wyrzucić. Nie mam złudzeń, po mnie też zostanie stosik szklanych i plastikowych smoków (na co to komu?), tona książek, w czasach gdy już nikt książek papierowych nie będzie czytał i pewnie kilka kartonów nadjedzonych zębem czasu i mola włóczek i materiałów.

DSC_0015 

Mimo wszystko nawet w odchodzeniu bywają przebłyski pozytywne. Po latach jakiś drobiazg przypadkiem może zyskać drugie życie. Kilka lat temu (hmm duże kilka) pakowaliśmy mieszkanie zmarłego dziadka mojego małżonka. Nie mieliśmy czasu przebierać pozostawionych rzeczy, nie mieliśmy też serca ich hurtem wyrzucić. Spakowaliśmy więc w kartony i wstawiliśmy do garażu. Części z nich nadal nie rozpakowałam, mimo mijających lat, ale z jednego przypadkiem wyciągnęłam zawartość bieliźniarki. Pomiędzy starymi prześcieradłami było kilka ręcznie haftowanych poduszek. Mają co najmniej 20 lat, może 30, materiał już się rozrywa, mulina na niektórych jest mocno spłowiała. Leżały w bieliźniarce jako pamiątka po zmarłej wiele lat wcześniej żonie dziadka. Mnie zaskoczył poziom skomplikowania geometrycznego wzoru i wielkość haftu. Próbowałam znaleźć coś analogicznego w sieci, ale haftowane poduszki mają zwykle jakieś żenujące wzory w różyczki (bez urazy, ale naprawdę te różyczki, przemysłowo drukowane na kanwach, wyglądają dość tandetnie i bez polotu). Wzory trochę przypominają mi wzory karaimskie, ale w moich notatkach ze studiów zachowała się zbyt mała próbka by serio to porównać. Nie wiem skąd babcia małżonka miała te wzory, może z jakiejś popularnej gazetki, może od koleżanki? Dziś chwaląc się naszymi wydłubanymi drobiazgami zapominamy, że kilkadziesiąt lat wstecz rękodzieło nie było żadną sensacją, było codziennością. Czasem sposobem na ozdobienie mieszkania, czasem sposobem spędzenia czasu czy wyrażenia się artystycznie.

Poduszki mnie urzekły. Ponaprawiałam co się dało i trafiły na kanapę. Nie mają lekko i nie pożyją już długo ale - taki właśnie jest sens przedmiotów użytkowych, być używanym. Przez chwilę kusiła mnie myśl, żeby wyhaftować sobie taki komplet w różnych kolorach. Tyle że mój jedyny i mało udany kontakt z haftem miał miejsce w szkole podstawowej na zajęciach ztp. Nie wiem nawet jako to rodzaj haftu - na dość grubej kanwie kwadraty wyszywane są w gwiazdki (nie w krzyżyki) i całymi pasmami muliny, całość jest dość gruba i bardzo miła w dotyku.

W każdym razie - chciałabym wzory zachować, może kiedyś się na nie porwę...

Na razie spisałam jeden (zajęło mi to kilka godzin!). Mam nadzieję, że spiszę resztę zanim mi mole i koty zeżrą te poduszki.

Wzór moim zdaniem powinien być symetryczny względem przekątnej. Na samej poduszce są błędy względem tego ideału, we wzorze jest symetrycznie.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • xhaftx

    Takie poduszki haftowały panie w latach 40 - 60 dwudziestego wieku. W moim domu też takie były, pamiętam je z dziecinnych lat. Kilka przetrwało różne zawieruchy i gdzieś są zakamuflowane w jakimś pudle. Były właśnie wyszywane gwiazdkami. Robiła je moja mama, babcia, pamiętam że moja wychowawczyni w przedszkolu też wyszywała poduszki na leżakowaniu. Z tego co pamiętam z domu, panie zwykle same rozrysowywały wzory kredkami na papierze kancelaryjnym, powielały hafty pożyczając sobie opracowane własne wzory (geometryczne). Zerknij na swoją znalezioną poduchę czy aby jest wyszyta muliną. Najczęściej takie poduchy wiele lat temu haftowano lasetą (dość gruba niby tasiemka szerokością zbliżona do sześciu nitek muliny, połyskliwa, miękka, przypominająca jedwab, śliska, miła w dotyku. Pozdrawiam.

  • przy-okazji

    Poduszka jest haftowana muliną, jak się patrzy z bliska widać właśnie pełne pasmo muliny składające się z wielu niteczek. Pewnie wyszywało się tym niewygodnie, ale takiego efektu nie da się uzyskać haftując pojedynczymi nitkami, bo całość nie będzie już tak "mięsista". Wszystkie poduszki, które znalazłam w zasobach mają podobną zasadę kompozycji - gwiazda po środku i zbudowany dookoła niej symetryczny wzór. Poduszki chyba pochodzą z nieco późniejszego okresu niż lata 60, ale tego tak naprawdę nie wiem, w bieliźniarce mogły leżeć równie dobrze i kilkadziesiąt lat.
    W moim domu, ani w domu mojej babci takich poduszek nie było, bo nikt niestety nie haftował. To były zdecydowanie bardziej praktyczne domostwa niż rodzina mojego męża. Po swojej babci mam za to tonę drutów "skarpetkowych" i umiejętność użycia tychże ;).

© zapisane przy okazji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci